kasiazog@vp.pl Katarzyna Zając

Politykę robi się przy wódce

 

To One tworzyły największą podziemną gazetę i audycje w Radiu Solidarność. One rzuciły hasło strajku solidarnościowego w 1980 roku. One były nazywane „damską grupą operacyjną”. I to One zostały przez historię zapomniane. Kobiety Solidarności. Dwoje reżyserów Marta Dzido i Piotr Śliwowski w filmie „Solidarność według kobiet” wracają pamięcią do wydarzeń sierpniowych i pokazują, że bez kobiet nie byłoby Solidarności.


Film zdobył nagrodę publiczności podczas ostatniego festiwalu filmów dokumentalnych WATCH DOCS. Joanna Gwiazda nazwała go „najuczciwszym filmem o Sierpniu 80”.

 

Katarzyna Zając: Dlaczego zrobiliście film „Solidarność według kobiet”, a nie według mężczyzn?

Piotr Śliwowski: Do tej pory powstawały filmy o Solidarności, których bohaterami byli wyłącznie faceci. Ale ta opowieść bez kobiet jest jednowymiarowa.

Marta Dzido: W 2010 roku zrobiono film „Nie byliśmy bohaterami. Strajk oczami kobiet”. Bardzo wąski wycinek historii i w dużym stopniu opowiedziany przez… mężczyzn. Mężczyźni w tym filmie dziękują kobietom za to, że ich „wspierały”. Uważam, że po 30 latach te podziękowania im się należą. Ale, gdy zgłębiliśmy temat okazało się, że kobiety wcale nie pełniły funkcji pobocznych. W strajku w 1980 roku w komitecie strajkowym kobiety zasiadały na równi z mężczyznami. Nie można zapominać, że powodem wybuchy strajku było zwolnienie Anny Walentynowicz z pracy. Anna była zaangażowaną działaczką wolnych związków zawodowych. Wiele lat pracowała na rzecz poprawy warunków pracy robotników. W zakładzie kolportowała nielegalną prasę, a jednocześnie była przodowniczką pracy stawianą za wzór. Wyrzucono ją. Trzeciego dnia protestów Lech Wałęsa zadecydował o końcu strajku, bo stoczniowcy dostali podwyżkę, a Annę Walentynowicz przywrócono do pracy. Z grubsza biorąc, wszystkie postulaty zostały spełnione, poza tym to była sobota, więc nikomu już nie chciało się dalej strajkować. Zarządzono koniec. Wtedy kobiety zaczęły zatrzymywać mężczyzn wychodzących ze stoczni. Kazały im wracać.

 

- Dlaczego wrócili?

Marta: Joanna Gwiazda powiedziała, że być może mężczyznom było wstyd, że kobiety okazały się odważniejsze.

Piotr: Odwołały się do takich wartości jak: solidarność, koleżeństwo, bycie razem. Ale w momencie kończenia strajku to nie wyglądało tak, że 3-4 kobiety zamknęły bramy i zatrzymały 800 robotników. One musiały ich przekonać. To z ust kobiet pada zdanie:  „Zróbmy strajk solidarnościowy”.  Mężczyźni zrozumieli, że chodzi o coś więcej niż zwykły strajk i włączyli się do tego, żeby przekonywać innych. To przełomowy moment w historii, który się nie wyróżnia spośród innych wydarzeń. One były impulsem.

 

zurawie.jpg

 

- Czy gdyby ich wtedy nie zatrzymały i nie namówiły, nie byłoby Porozumień Sierpniowych, a potem Okrągłego Stołu?

Marta: Nie byłoby, bo strajk skończyłby się 16 sierpnia. Gdyby tak się stało pracownicy mniejszych zakładów pracy, którzy również włączyli się do strajku zostaliby ukarani, bo protesty były nielegalne. Przywódców wsadzono by do więzienia, a pracownicy zostaliby zwolnieni. Wszyscy by się rozproszyli. Ten strajk nie utrzymałby się do 30 sierpnia.

 

- Prędzej czy później zmiany by nie nastąpiły? Strajk by się nie odrodził?

Marta: Być może. Ale to był zryw. Przez kilka dni ileś zakładów i ludzi zdecydowało o rozpoczęciu strajku. Myśleli: „Skoro koledzy zaczęli w Gdańsku, my zaczynamy w Szczecinie”. To było jak domino, jak fala. Gdyby ją wtedy zatrzymano, nie wiem czy prędko nadarzyłaby się okazja do jej powtórzenia. To był dobry moment.

Piotr: Między buntami były długie przerwy: najpierw demonstracje studentów w 1968, potem grudzień 1970, następnie dopiero w 1976 strajki w Radomiu, Ursusie i Płocku. Gdyby nie determinacja tych ludzi, władza znowu zgniotłaby bunt, a ludzie straciliby nadzieję. Znów musiałoby pewnie minąć parę lat, aby odrodziła się wiara w zwycięstwo.

 

kwiaty.jpg

 

- W filmie jest mowa o tym, że to kobieta dostała najwyższy wyrok w stanie wojennym za roznoszenie ulotek, aż 10 lat. To kobieta była najdłużej ścigana listem gończym. To kobiety tworzyły największą podziemną gazetę. A tylko jedna z nich została zaproszona do obrad przy Okrągłym Stole.

Piotr: I to przez przypadek.

 

- Przez przypadek?

Piotr: Zmarł mężczyzna, który miał tam siedzieć i zwolniło się miejsce. Wtedy Barbara Labuda zażądała jednego miejsca dla kobiety. Przynajmniej jednego. Zajęła je Grażyna Staniszewska.

 

- Czy kobiety wtedy nie nadawały się do polityki?

Piotr: Kobiety uczestniczyły w obradach, ale zakulisowo, w tzw. podstolikach, które zajmowały się konkretnymi sprawami: ekonomii, edukacji, cenzury, służby zdrowia, mediów. Były tam aktywne. Natomiast przy tym dużym, medialnym stole politycznym pokazywanym światu ich nie było. Joanna Gwiazda powiedziała: „Politykę w Polsce robi się albo na polowaniu, albo na rybach, albo przy wódce”. A kobiety w żadnej z tych sytuacji nie uczestniczą.

Marta: Ale te kobiety mają poczucie, że były przy obradach Okrągłego Stołu. Są zaskoczone, gdy pytam, dlaczego ich tam nie było. Nie pokazano ich jedynie na ikonicznym zdjęciu. A najważniejsze dla nich było to, aby wykonać swoją pracę i aby miała efekty i nie ważne czy znajdą się na zdjęciu i na liście osób, które się do tego przyczyniły.

 

Grażyna Staniszewska1.jpgGrażyna Staniszewska

 

- No właśnie, w filmie bohaterki wielokrotnie mówią, że nie potrzebują sławy i oklasków. Nie zależy im na rozgłosie i popularności. Wobec tego zostały potraktowane niesprawiedliwie czy same doprowadziły, do tego, że o nich zapomniano?

Piotr: I tak i tak. Nasz film zaczyna się spotkaniem Marty z Shaną Penn (amerykańską badaczką, autorką książki „Podziemie kobiet”, w której opublikowała wywiady z działaczkami „Solidarności”, wielu z nich przypisała funkcje przywódcze – przyp. red.). Podczas spotkania Shana wspomina wywiad, którego Anna Walentynowicz udzieliła dla amerykańskiego pisma. Anna powiedziała, że ją wyrolowano. Podczas uchwalania władz w Solidarności została wyrzucona.

Marta: W pewnym momencie okazało się, że bardzo silna i charyzmatyczna osobowość Anny jest zbyt silna, wręcz konkurencyjna dla Lecha Wałęsy. Dlatego usunięto ją ze związku i zaproponowano bycie „honorowym członkiem Solidarności”, który nie miał realnego wpływu na podejmowane decyzje. Dochodziło do konfliktów. Kobiety z Gdańska, które tworzyły wolne związki zawodowe: Joanna Duda-Gwiazda, Alina Pienkowska, Maryla Płońska, Ewa Kubasiewicz zostały odsunięte od władzy. Ta marginalizacja trwa do dzisiaj w opowiadaniu tej historii. Przedstawiana jest jako konflikt o przywództwo Lecha Wałęsy z Andrzejem Gwiazdą.

 

Ewa Ossowska.jpgEwa Ossowska

 

- Czyli to mężczyźni doprowadzili do tego, że nie ma kobiet w historii Solidarności?

Marta: Nie do końca. Trzy dni temu po odbiór naszego filmu na DVD przyszła pani Kinga Kamińska - uczestniczka akcji crowdfundingowej - zbiórki funduszy, którą prowadziliśmy 2 lata temu, by móc dokończyć zdjęcia do filmu.  Pani Kinga podziękowała za film i wyszła. Przy wyjściu zatrzymała się, odwróciła i powiedziała: Kurczę, już straciłam tę moją konspiracyjną czujność, bardzo trudno było mi znaleźć wasz lokal. A kiedyś jak kolportowałam Tygodnik Mazowsze zawsze wiedziałam jak trafić pod właściwy adres. Nigdy się nie myliłam. Bardzo chciała mi o tym powiedzieć, ale nie wiedziała jak. Ta sytuacja pokazała mi, że One po prostu nie chcą się chwalić, „bo to przecież nie wypada”. Przez zwykłą skromność nie mówią o tym, ile ryzykowały i co osiągnęły. Odnoszę wrażenie, że większość kobiet, ma poczucie, że nie wypada dopominać się o laury. Lepiej, że uhonorowanie ich w filmie wychodzi od nas.

 

- Kobiety w tamtym czasie wydawały niezależną prasę, podziemny „Tygodnik Mazowsze” rozchodził się w nakładzie kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy. Gdy tworzone przez nie „Radio Solidarność” nadawało nielegalną audycję, w oknach całego miasta mrugały światła, na znak, że ludzie słuchają. Niektórzy mówili o nich „damska grupa operacyjna”. Dlaczego dopiero teraz poznajemy ich nazwiska?

Piotr: Wielokrotnie zadawaliśmy sobie to pytanie podczas tworzenia filmu. Liczymy, że teraz to się zmieni. Nasz film jest krokiem do przodu w odzyskiwaniu tej historii. Pewne powiedzenie mówi, że historię piszą zwycięzcy. W tym przypadku może to oznaczać, że zwycięzca Solidarności jest jeden – Lech Wałęsa, który mówi: „to ja obaliłem komunizm, ja sam to zrobiłem”.

 

- Ale nie tylko Lech Wałęsa tworzy jednostronny obraz tej historii. Robią to także kobiety. Przykładem jest książka jednej z działaczek Solidarności Janiny Jankowskiej, autorki „Rozmów z twórcami Solidarności”, w której nie pada żadne nazwisko kobiety. Nie wspomniała o żadnej ze swoich koleżanek, z którymi tworzyła Solidarność.

Marta: Janina Jankowska miała masę świetnych materiałów nagranych w latach 80. z Aliną Pienkowską czy Anną Walentynowicz. Do dzisiaj ma te nagrania gdzieś u siebie na strychu. Z jednej strony można powiedzieć, że to wina mentalności - kobiety były ważne, ale nie na tyle, żeby nazywać je przywódczyniami czy robić z nimi wywiady do książki. Mężczyźni w tej książce pełnią określone funkcje. Wtedy kobiety tych funkcji nie miały. Gdy szukaliśmy informacji o Ewie Ossowskiej, Andrzej Gwiazda wspomina o niej gdzieś w jednym zdaniu. Ale to, że nie ma rozmowy z Walentynowicz jest zaskakujące.

 

plakat.jpgPlakat filmu "Solidarność według kobiet"

 

- Oglądając wasz film nie mogłam opędzić się od skojarzeń z książką Swietłany Aleksijewicz „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, w której pokazała wojnę oczami kobiet. Fakty te same, ale obrazy szokujące. Czy coś was zaskoczyło w relacjach kobiet?

Piotr: Byłem zdziwiony tym, że bohaterki, których wizerunek medialny jest jednoznaczny: ta po lewej, ta po prawej, jedna nienawidzi drugiej i pałają do siebie wzajemną niechęcia jest w gruncie rzeczy nieprawdziwy. Gdy przyjechaliśmy do jednej, zapytała się: Co tam u Jadzi? Jak wygląda? A jak Henia? Jak się czuje? Henryka Krzywonos, , którą media kreują na tą, która zabiera miejsce Anny Walentynowicz, powiedziała, że nic by się nie udało gdyby nie Ania. Co chwilę konfrontowałem wizerunek tworzony przez media z tym, jaki jest naprawdę. I ubolewam nad tym, że mają tak mało okazji, żeby się spotkać.

 

- Nie mają ze sobą kontaktu?

Piotr: Poprzez tę wyraźnie narysowaną granicę medialną między nimi rzadko mają okazję do wspólnego uczestniczenia w wydarzeniach publicznych. Ludka Wujec spotkała się z Joanną Gwiazdą na naszym pokazie premierowym pierwszy raz od 20-paru lat.

 

Joanna Duda-Gwiazda.jpgJoanna Duda-Gwiazda

 

- Niektóre kobiety wiele przeszły. Często były straszone więzieniem albo oddaniem dzieci do domu dziecka. Rozbijano im małżeństwa, gdy nie szły na współpracę z bezpieką. Czy bohaterki bez oporu rozmawiały o przeszłości?

Marta: Czasami wywiady trwały bardzo długo. Po dłuższym czasie wchodzi się na pewien stopień porozumienia emocjonalnego, wtedy łatwiej się opowiada. Mieliśmy wrażenie, że niektóre bohaterki pierwszy raz miały okazję się wypowiedzieć. W opowieści Ewy Kubasiewicz widać i czuć jak te wydarzenia mocno się na niej odcisnęły. To ona była skazana na 10 lat więzienia „za druk ulotki, nawołującej do czynnego oporu przeciwko stanowi wojennemu". Jej syn wylądował w więzieniu tylko dlatego, że był jej synem. Miał 19 lat. Straszono ją, że go pobiją. Później w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął jej brat. Do dzisiaj nikt nie poniósł za to odpowiedzialności.

Jadwiga Chmielowska, która była najdłużej ścigana listem gończym w tamtym czasie, mieszkała w kilkuset mieszkaniach, cały czas się ukrywała. Rozpadło się jej małżeństwo, w tamtym czasie umarła jej matka i nie mogła pojawić się na pogrzebie, bo zgarnęliby ją do więzienia. Henryka Krzywonos została pobita przez milicjantów w trakcie rewizji, była wtedy w ciąży i poroniła. Nie wiem czy One zdawały sobie sprawę z ryzyka, czy wiedziały, że poniosą tak wielką cenę. Cała młodość i życie prywatne legły w gruzach. Wielokrotnie zadawałam sobie pytanie jak ja bym postąpiła w takiej sytuacji.

 

- Dziennikarka „Krytyki politycznej” porównała rangę waszego filmu do „Pana Tadeusza” i „Ogniem i mieczem”. Coś, co trzeba zobaczyć. Spodziewaliście się takich reakcji?

Marta: Wiedziałam, że ten film trzeba będzie zobaczyć, ale nie wiem czy akurat porównanie z „Panem Tadeuszem” czy „Ogniem i mieczem” jest trafne. Bo na te filmy trzeba było pójść z klasą, odbębnić, bo były na liście lektur. Wolałabym, żeby widzowie oglądali „Solidarność według kobiet” nie dlatego, że trzeba, ale z ciekawości.

Piotr: Ja się spodziewałem. Nasz film to kobieca odpowiedź na „Wałęsę” Andrzeja Wajdy (śmiech). Częściej jednak spotykamy się z opinią, że Marta niczym Agnieszka z "Człowieka z marmuru" wyrusza z kamerą w poszukiwaniu zapomnianych bohaterek. Joanna Gwiazda stwierdziła, że to "najuczciwszy film o Sierpniu 80". Syn Ewy Kubasiewicz, Pan Marek Czachor powiedział, że jest on najważniejszym dokumentem od czasu "Robotników". Takie opinie są dla nas, twórców zapewnieniem, że film wciąż jest najważniejszą ze sztuk i może zmieniać świat.

 

- Czy Lech Wałęsa widział już film?

Piotr: Nie wiemy. Byliśmy u pani Danuty, mówiliśmy jej o filmie, ale czy informacja ta dotarła do samego Lecha Wałęsy? Nie wiemy.

 

gdansk.jpg

 

"Solidarność według kobiet"

reż. Marta Dzido, Piotr Śliwowski

Polska 2014

czas 103 minuty


Produkcja: Emotikonfilm Piotr Śliwowski, w partnerstwie publiczno – prywatnym z Instytutem Pamięci Narodowej, w koprodukcji z Instytutem Adama Mickiewicza, Instytucją Filmową Silesia Film i Europejskim Centrum Solidarności, przy wsparciu Polish American Congress Charitable Foundation, International Visegrad Fund, Fundacji im.Heinricha Bölla, Fundacji Obiektyw-Na, „Młoda Polska” - Programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, donatorów prywatnych oraz uczestników crowdfundingu na: wspieramkulture.pl

Strona filmu: solidarnoscwedlugkobiet.com

 

NAJBLIŻSZE POKAZY:

09.02.15, godz.18:00, Olsztyn, scena Margines 

02.02.15, godz.18:00, Łódź, Wyższa Szkoła Pedagogiczna

01.02.15, godz. 18:00, Łódź, kino Bodo

01.02.15, godz. 16:00, Łódź, kino Bodo

30.01.15, godz.18:30, Warszawa, kino Luna

(Po seansie Dorota Warakomska porozmawia z działaczkami Solidarności Ewą Kulik i Ludwiką Wujec oraz reżyserką filmu Martą Dzido)

30.01.15, godz.15:00, Poznań, kino Muza

29.01.15 godz. 16:30, Warszawa, kino Luna

 

 

 



  

MARTA DZIDO (scenarzystka, reżyserka)

Pisarka, dokumentalistka, montażystka. Autorka powieści "Ślad po mamie","Małż", "Matrioszka". Tłumaczona na wietnamski, węgierski, niemiecki. Stypendystka programów: Homines Urbani, Młoda Polska, Wyszehradzkich Rezydencji Literackich oraz Ministra Kultury. Absolwentka PWSFTviT w Łodzi. Autorka zdjęć do filmu dokumentalnego "Podziemne państwo kobiet". Razem z Piotrem Śliwowskim zrealizowała filmy dokumentalne: "Paktofonika-hip hopowa podróż do przeszłości" oraz "Downtown - miasto Downów", nagrodzony the Hollywood Eagle Documentary Award i specjalną nagrodą Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. 

 

PIOTR ŚLIWOWSKI (reżyser, producent)

Dokumentalista, producent. Studiował stosowane nauki społeczne na Uniwersytecie Warszawskim. W latach 2005 - 2012 jako reporter, autor audycji i wydawca programów na żywo współtworzył TVP Kultura. Od 2007 pod szyldem Emotikonfilm realizuje różne formy filmowe. Jako więzień 433 brał udział w projekcie Artura Żmijewskiego „Powtórzenie” (Biennale, Wenecja, 2005). Razem z Martą Dzido zrealizował nastepujące filmy dokumentalne: "Paktofonika- hip hopowa podróż do przeszłości" oraz "Downtown - miasto Downów". Był także pomysłodawcą i autorem cyklu dokumentalnego "Kultura niezależna w PRL".