okamitsu Maciej Witkowski

Patataj!

Być koniem to ciężka dola - próbuje przekonać nas producent hitów Steven Spielberg. Co skłoniło go do stworzenia dwuipółgodzinnego wyciskacza łez o zwierzęcej tematyce? Tego raczej się nie dowiemy, ale już sam fakt, że film uzyskał nominację do Złotych Globów wartym jest nadmienienia.

 

"Patataj, patataj" rwie mi się z gardła po wyjściu z kina. Snem kamiennym przysnęło kilka osób, a dźwięczne chrapanie głośno niosło się po sali kinowej. Głosów oburzenia nie kryły starsze osoby. "Co za cham! Do kina na film wojenny, a śpi!" - dom spokojnej starości odezwał się w niebogłosy. Płaczące dzieci, zdenerwowani rodzice, wyrwani ze snu widzowie - tak skrajnego obrazu mógł jedynie dorobić się Steven Spielberg.

 

War Horse"Czas wojny" reż. Steven Spielberg

Gniady źrebak z charakterystyczną białą kreską, wychowany przez chłopca o wdzięcznym imieniu Albert (Jeremy Irvine), zostaje zabrany na wojnę, by służyć armii. Wokół tego wydarzenia odbywa się korowód przeplatających się zdarzeń. Konik często zmienia właścicieli. Zawsze ma jednak niezwykłego farta, bo z każdym kolejnym rozdziałem tej ckliwej opowieści, trafia do coraz to przyjaźniej nastawionych ludzi. Pozostaje jedynie czekać na moment, w którym przemierzając urocze krajobrazy, z okolic tylnych nóg wyrośnie mu olbrzymia tęcza, która zaniesie go prosto do nieba.

Oglądając "Czas wojny" ma się nieodparte wrażenie, że więcej tutaj Disneya niż Stevena Spielberga. Nie byłby to zabieg zły, gdyby nie fakt, że film nie potrafi pod tym względem utrzymać równego poziomu. Kino familijne miejscami dość okrutne (scena martwych koni) z filmu edukacyjnego przekształca się w pełengrozy film wojenny. Inteligentne, druzgocące sceny śmierci winnych dezercji (historia z młynem) przekształcają się w iście pythonowskim stylu w sceny ratunku konia przez żołnierzy obu stron konfliktu. Głośne echa zachwytu, gdy Albert użyźnia skamieniałą glebę przeradzają się w sceny rozpaczy i smutku. Czy uda mu się założyć uprząż na konia?

 

war-horse-2011-01.jpg"Czas wojny" reż. Steven Spielberg

Wypływający z ekranu skrajny patos to największy błąd produkcji. Brak umiejętnego wgłębiania się w aspekt I wojny światowej prowadzi do całkowitego rozerwania fabuły. Widz przez długi czas ma problem ze znalezieniem głównego wątku filmu. Jeśli reżyser chciał poruszyć tematykę losu zwierząt podczas wojny lub opowiedzieć o ludziach i ich kolejach losu, powinien trzymać się wyznaczonej sobie drogi. Niestety, skacze od problematyki do problematyki. Dostrzec można próbę głębszej i wnikliwszej analizy zachowań koni, ich oddania oraz miłości do właściela, ale to zdecydowanie za mało. W jednym filmie mamy taką mnogość gatunkową, że aż trudno jednoznacznie ocenić do kogo skierowany jest "Czas wojny".

Czy jest w takim razie jakiś punkt na tej mapie błędów, gdzie można spokojnie powiedzieć - "Steven, nie zawaliłeś roboty". Polski akcent - Janusz Kamiński i jego zdjęcia. Więcej grzechów nie pamiętam. Nie okłamujmy się, dwie i pół godziny o gniadej kobyłce to zdecydowanie za długo. Czas dłuży się nieubłaganie, a aktorstwo nie powala na łopatki. Szkoda Emily Watson oraz Davida Thewlisa, którzy zgodzili się wziąć udział w tym projekcie. Steven Spielberg, mimo że swoimi "nowymi wypocinami " strzela sobie w stopę i tak osiągnął sukces. Nominacja do Złotych Globów wywołuje histeryczny śmiech, ale cóż poradzić. Nie od dziś wiadomo, że tego typu impeza rządzi się swoimi prawami.

 

hiddleston-warhorse1_1324343352.jpg"Czas wojny" reż. Steven Spielberg

"Czas wojny" to zdecydowanie jedna z najgorszych produkcji, jakie miałem okazję widzieć, autorstwa tego reżysera. Głośne nazwiska aktorów nie pozwoliły stworzyć historii ciekawej, urokliwej, potrafiącej wciągnąć. Tak oto otrzymujemy sztampową historię kobyłki, przemierzającej świat w poszukiwaniu szczęścia na ziemi a na, imię jej "Steven Spielberg, why?"

 

"Czas wojny" 

reżyseria: Steven Spielberg
gatunek: dramat, wojenny
produkcja: USA
rok produkcji: 2011